Prawo i kontrola

Nim przejdziemy dalej, spójrzmy na przykład, który pokazuje, jak złożone wia­domości mogą być rozmaicie interpretowane przez „swoich” i „obcych”. Jeżeli wie­my lub zgadujemy, jaka toczy się gra, zupełnie inaczej będziemy interpretować takie same zachowania. Uczniowie grają często „w ubliżanie”. Nauczycielka słyszy, jak uczniowie wyzywają się słowami, które codziennie, gdy wchodzi do klasy, wywołu­ją na jej twarzy rumieniec wstydu. Żeby oduczyć klasę posługiwania się wulgarnym językiem, najpierw tłumaczy i prosi, w końcu sięga po kary. Zinterpretowała dosłow­nie faktyczną treść jako zniewagę, treść relacyjnąjako wrogą i bezpośrednią konfron­tację, a emocjonalną jako nienawiść i niechęć. Zagrożone karą dzieci usprawiedliwia­ją się, że wszystko to była zabawa, nic na serio.

Treść tematyczna jest po prostu rytualnym zbiorem wyrazów pozbawionych dosłownego znaczenia, treść relacyjna to przyjaźń i koleżeńska rywalizacja, a okazywana postawa to szacunek oparty na oce­nie umiejętności toczenia gry z wiarygodną, acz udawaną szczerością. Czy nauczy­cielka powinna ukarać dzieci? Czy gra jest nieszkodliwa, jak myślą uczniowie, czy szkodliwa, jak sądzi nauczycielka? Jak poznać, kiedy interpretacja jest fałszywa?
Treść wiadomości jest często przenoszona dzięki nadanej formie i okoliczno­ściom, w których jest przekazywana. Zwyczajowe „narady nauczyciel – rodzic” to przykład, jak okoliczności i forma wypowiedzi komunikują treść emocjonalną rów­nie dobrze, jak treść relacyjną i faktyczną. W takich okolicznościach wypowiedź: „Marysia nie uczestniczy w życiu klasy” stwierdza nie tylko stan faktyczny, jak za­chowuje się w szkole Marysia.

Komunikuje coś więcej prócz treści faktycznej i in­formacji o układzie nauczyciel – rodzic. Dodatkowo przekazuje, jak rodzice powin­ni odnieść się do faktu, że Marysia nie robi czegoś. A co ważniejsze, nawet wzmac­nia pewne normy społeczne, jakie zachowanie jest właściwe, a jakie nie. Innymi słowy, wypowiedź nauczyciela o Marysi nie jest po prostu opisem i ukrytym osą­dem, że zachowanie dziecka jest niewłaściwe. Jest także opowiedzeniem się za określonym pojmowaniem jako dobra ducha zespołowości. W rzeczy samej wypo­wiedź o Marysi można potraktować jako osąd negatywny tylko pod warunkiem, że pojęcia składające się na zjawisko dobrego klimatu zespołowości istnieją w danym otoczeniu i mają postać wspólnych norm społecznych.

W tym przykładzie proces porozumiewania się jest możliwy, ponieważ obie strony rozumieją te nonny; toczy się gładko i bez przeszkód, bo nadawca i odbiorca podzielają je. Gdyby jednak odbiorca dopiero co przybył z innej kultury lub należał do podkultury nie znającej danych norm, powaga sprawy stanowiłaby zaskoczenie. Jeśli odbiorca nie zna norm, przedmiot konwersacji budzi nieporozumienia. Jeżeli jednak odbiorca nie jest „obcym” i zna normy, tyle że nie zgadza się z nimi, zakłócenia w komunikowa­niu biorą się skądinąd. Rozumowanie odbiorcy nie podąża w tym samym kierunku, co myśl nadawcy. Zamiast zająć się oceną postępowania Marysi, odbiorca osądzać może nadawcę: „przeciwnik indywidualizmu”, „wróg własności prywatnej”. Emo­cjonalne, odzwierciedlające postawy ramy, w których miało przebiec spotkanie, kruszą się, ponieważ strony nie podzielają norm, jakich dotyczyć miała rozmowa.

Widzimy, że wiadomość to coś więcej niż tylko słowa: niesie znaczenie fak­tyczne, relacyjne i emocjonalne. Z interpretacyjnego punktu widzenia wszyscy je­steśmy istotami społecznymi, które uczą się negocjować własne sposoby postępo­wania w sytuacjach społecznych, o jakich mamy wspólną wiedzę i które znaczą dla nas to samo, co dla naszych partnerów. Interpretujemy sytuację w kategoriach „re­guł” operacyjnych, to jest takich, których często używamy i na kształt których wpływaliśmy, a działamy stosownie do naszych zamiarów i pojmowania sytuacji. Najważniejsze, żeby móc to wszystko zrobić, to umieć interpretować. Ludzie inter­pretują od chwili, kiedy zaczęli mówić, ale dopiero od niedawna uczeni starają się rozwinąć „naukę” o interpretowaniu, zwaną heremeneutyką.

Zadawaliśmy już pytanie o sens posługiwania się w badaniu świata społeczne­go zasadami nauk ścisłych. W rozważaniach o istocie nauk społecznych zarysowa­ło się w XX wieku podejście hermeneutyczne reprezentowane przez takich myśli­cieli, ja c Wilhelm Dilthey, Hans-Georg Gadamer i Paul Ricouer. Hermeneutyka to nauka o interpretacji. Tradycyjnie oznacza bardziej wyrafinowane i głębsze zrozu­mienie. Bibliści uprawiają hermenutykę, interpretując fragmenty świętych ksiąg, a prawnicy – kiedy starają się wyjaśnić intencje określonego przepisu prawa. Ale z podobnym procesem mamy do czynienia, kiedy dziecko próbuje zrozumieć nor­my obowiązujące w klasie i postępować zgodnie z nimi albo kiedy antropolog stara się zrozumieć obcą kulturę. Hermeneutyka polega na czytaniu i interpretowaniu do­wolnego rodzaju „ludzkiego tekstu”. Do definicji terminów „czytanie” i „tekst” podchodzić należy wyrozumiale.

Nasz społeczny świat to nader skomplikowany „tekst”. Składa się z wielu czę­ści, każda z własnym zestawem reguł, norm, pojęć i ról, które tworzą pewną formę aktywności społecznej. Zwolennicy podejścia hennenutycznego w badaniach spo­łecznych uważają, że obowiązkiem badacza jest sporządzić dobrą interpretację działań człowieka, która opierałaby się na regułach, rolach i normach funkcjonują­cych w danej sytuacji społecznej. Zrozumienie części pomaga zrozumieć całość złożonego systemu społecznego, a zrozumienie całości ułatwia nadanie sensu czę­ściom, wzajemnemu ich powiązaniu oraz ich powiązaniu z całością. Jak mieliśmy okazję się przekonać, interpretatywiści badali szkoły właśnie jako takie złożone sy­stemy społeczne. Opisywali rządzone regułami zachowanie uczniów, nauczycieli, pracowników administracji szkolnej.

Kluczowe znaczenie ma problem „dobrej” interpretacji. Przez lata hermeneuty­ka wypracowała reguły i kanony dobrej interpretacji, panuje wszelako zgoda, że coś takiego, jak prawidłowa albo jedyna dobra interpretacja, nie istnieje. Nie znaczy to jednak, że wszystkie interpretacje są równie dobre. Interpretacja jest niczym hipote­za – wyrozumowanym przypuszczeniem, że kiedy rzeczy poddać sprawdzeniu, po­toczą się tak a tak. Interpretacja jest „testowana” przez odniesienie do faktów za­wartych w „tekście” społecznym; im więcej pozwoli z „tekstu” „odczytać”, tym bardziej się „potwierdza” i tym „prawdopodobniej” jest poprawna. Wszystko to za­chodzi w hermeneutycznym kręgu.Termin krąg hermeneutyczny (koło hermeneutyczne) odnosi się zarówno do procesu rozumienia danego tekstu społecznego, jak do procesu wyboru między dwiema lub więcej interpretacjami tego samego tekstu. Mówimy o hermeneutycz­nym kręgu, żeby zaznaczyć, że interpretując tekst, nie wychodzimy poza sam tekst.

Musimy pozostać w granicach tekstu, żeby interpretować go na jego własnych wa­runkach. Jeśli na przykład czytamy powieść kryminalną, to odwołamy się do tekstu, żeby podbudować przypuszczenie, że mordercą był lokaj, chyba że przypomnimy sobie informacje albo wyczytamy nowe, choćby tę, że lokaj w dniu morderstwa miał wolne. Wtedy odrzucamy naszą „prawdopodobną” interpretację i szukamy no­wej. Nie szukamy odpowiedzi po gazetach, pozostajemy w kręgu tekstu. Inaczej mówiąc, rozumiemy fragment tekstu, bo odwołujemy się do ram i znaczenia całego tekstu, a całość tekstu rozumiemy, bo badamy znaczenie i strukturę jego części. Popatrzmy na inny przykład. Sędzia stara się zinterpretować przepis prawny, żeby zastosować go da danego przypadku. Żeby podeprzeć interpretację, sędzia może się odwoływać wyłącznie do faktów, jakie przypadek zawiera, do litery odpo­wiednich kodeksów i paragrafów i wcześniej dokonanych interpretacji przez uczo­nych prawników i innych sędziów w obrębie systemu sądowniczego.